wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 33


-Liam to nie twoja wina, nie mów tak. - wyszeptał Zayn i po do pomieszczenia wszedł Harry a za nim Niall.
-Jak nie ja tak? Powinienem ją ochronić! Stanąć w jej obronie nie pozwolić by to się stało! - mówił głośniej ostatkami sił. 
-Nie przemęczaj się, jesteś po operacji. -upomniał go Harry.
-Nic nie muszę robić. Muszę ją zobaczyć. - wyszeptał. 
-Liam... zaczął Horan myśląc, że przyjaciel posłucha.
-Nie Niall.Tym razem nie mogę po prostu tego zostawić. Kocham ją, chcę ją zobaczyć. Nawet jeśli nie odezwie się lub nigdy na mnie nie spojrzy ja muszę ją zobaczyć. - trzymał się swojego zdania. Niall rozłożył ręce.
-Jeśli oni się zgodzą to proszę bardzo, ja nie dam rady nikogo przekonywać. - mruknął. 
-Ja to samo. - mruknął Harry. Louis zgromił go wzrokiem. - No co?
-Nie pomagasz. - powiedział Tommo.
-Liam do cholery miałeś operację i nie powinieneś się teraz szwendać po szpitalu! - warknął Zayn.
-Co wy wszyscy w zmowie? Niedługo nawet moje dziecko w brzuchu będzie przeciw mnie. A teraz albo jej nie zobaczę, poradzę sobie sam. - powiedział stanowczo Liam i zaczął podnosić się ze szpitalnego łóżka. 
-Dobra zaczekaj chwilę.  -poinformował Zayn
-Nie mam zamiaru czekać na lekarza. Łatwo was przejrzeć. - wysapał.
-Dobra Zayn.Na trzy. - powiedział Tommo i wraz z Malik'en chwycili Payne'a pod boki.  -Raz...Dwa...TRZY! - ogłosił i oboje podnieśli kolegę tak, że ten nawet nie pisnął z bólu. Pomogli mu stanąć na nogach, ale on sam nie był w stanie stać o własnych siłach więc idąc w stronę sali Alex podpierał się na przyjacielach. A z tyłu krok w krok podążał Harry z Niall'em. 

***
-Jaka ona bezbronna. - wyszeptał patrząc przez szklaną szybę. W sali była Alex. Leżała bezładnie na łóżku a jej włosy były potargane i ułożone w nieładzie. Spojrzał na tabliczkę gdzie były przypisane dyżury. 
"Mrs.Alex Croft"
"Pacjentka oddziału chirurgii zaawansowanej"
"Uszkodzenia wewnętrzne,zagrożona ciąża 
oraz liczne obrażenia spowodowane upadkiem"
"Wymagana pilna opieka" 

Czytając to Liam coraz bardziej bladł na twarzy, ale zachował zimną krew. Powiedział sobie w duchu, że jak tylko się wybudzi to zapłaci nie wiadomo ile dla szpitala i pielęgniarek by tylko miała opiekę i była we własnym domu.Z dala od tego miejsca. Dotknął palcami szyby i przejechał po niej tak jakby miało coś zadziałać i dziewczyna wybudziła by się. Ale niestety wciąż pozostawała w bezruchu. Liam wszedł do sali nie zważając na nich i przysiadł na krzesełku obok niej. Chwycił jej dłoń i pocałował ją. Wycałował po kolei każdą kostkę, wymasował palce jakby to miało dać jej ulgę. Nagle maszyna podłączona do jej ciała zaczęła radośnie pikać. Jej serce biło. Wybudzi się. Będzie żyć. Radował się Liam, aż do sali wpadł także szczęśliwy lekarz.
-Chyba pana upartość i obecność tutaj jej pomogła. - powiedział i zaczął coś kreślić na karcie badać. Dłoń Alexsis się poruszyła...

***OCZAMI LIAM'A***
Gdy ujrzałem jak jej ręka przemknęła się o parę centymetrów wiedziałem, że do dobry znak. Nie zważając na lekarza podszedłem do niej i chwyciłem jej kruchą dłoń.Wyczuwałem jej puls, trzymając nadgarstek.Spojrzałem na jej twarz. Kąciki jej ust unosiły się i opadały wykrzywiając się w grymasie. Zaczęła się nerwowo wiercić. 
Zupełnie jak niemowlak. 
Trzymałem kurczowo jej dłoń by dodać jej jakoś otuchy. 
Jej rzęsy zatrzepotały i ujrzała rzeczywistość.
-Liam... - wysapała.
-Jestem tu kochanie. - wyszeptałam wciąż trzymając jej dłoń. 
-Dziecko... - kolejne sapnięcie.
-Panno Croft, słyszy mnie pani? - lekarz pomachał jej dłonią przed oczami chcąc skupić jej uwagę.
-Tak...-wysapała. 
-Z dzieckiem w porządku.Ciśnienie w normie. - w sali pojawiła się pielęgniarka. - Panno Jessico robimy dodatkowe badania i proszę poprosić o konsultację ginekologa, by stwierdził, czy płód nadal rozwija się prawidłowo. - lekarz uśmiechnął się na co pielęgniarka również odpowiedziała uśmiechem i opuściła salę. 
-Panie Payne, nie wiem jak ale chyba pana obecność przy niej to cud. Dawaliśmy jej niewielkie szanse. - mruknął uradowany.
-Nie wiem jak wam dziękować za uratowanie jej. -powiedziałem. - Czy jeśli wszystko będzie w porządku to mogę zabrać ją do domu?
-Ona potrzebuje specjalistycznej opieki, panie Payne. 
-Zapłacę za nadgodziny pielęgniarki kupię wam sprzęt potrzebny dla niej, wszystko
. Tylko, żebym mógł ją zabrać.
-Cóż w tak razie może pan ale niech uważa. Nadal nie może za dużo chodzić, żadnych smażonych rzeczy,odpoczynek i zero nerwów. To podstawowe warunki. A pielęgniarka będzie musiała być z nią co najmniej 24h na dobę więc wchodzi w to wyżywienie albo opłata za nadgodziny. - informował.
-Tak,tak oczywiście. - mruknąłem. 
Płacąc z góry zakupiłem u nich sprzęt i dowóz do domu, oraz pielęgniarkę którą przydzielił lekarz.Jedyne co trzeba jeszcze zrobić to poczekać na wyniki badań. 

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 32

*Przed operacją - Sala*
-Jessy skalpel. - powiedział chirurg, usuwając prawie kulę. Pielęgniarka podała mu narzędzie, a doktor sprawie wyjął kulę i położył ją na tacy. Zszył niewielką ranę u chłopaka. 
-Panie doktorze co z pacjentką Croft? - weszła do sali inna pielęgniarka.
-Wprowadźcie ją w śpiączkę. Następujące 24 godziny zdecydują czy się wybudzi. - rzekł i wyszedł z pomieszczenia. Ta skinęła głową i również zniknęła. 

***Korytarz***

-Amy nie płacz. - szeptał Louis do Amy, która sterczała pod salą gdzie właśnie operowali Alex.Dziewczyna ledwo stała na nogach ale stałą dalej mimo zmęczenia. Gdy chirurg opuścił salę wymachując kartą pacjenta w dłoni poinformował o stanie dziewczyny bliskie im osoby. Alex była w bardzo ciężkim stanie, a jej 6 miesiąc ciąży był zagrożony. 
Jednak każdy obecny w korytarzu mieli nadzieję,że wszystko będzie z nią w porządku. Strata dziecka byłaby okropnym momentem dla Alex. Załamała by się, a Liam obwiniał o wszystko siebie. 
Jedyne co im pozostało to czekać i być dobrej myśli. 

***Następny dzień***
Louis niepewnie wszedł do pomieszczenia gdzie leżał Liam. Oczy miał przymknięte, a oddech nie równy. Już nie spał. Ale gdy usłyszał, że ktoś wchodzi natychmiast otworzył oczy by spojrzeć na przybysza. Uśmiechnął się blado gdy spostrzegł że to jego najlepszy przyjaciel. 
-A gdzie reszta? - wydyszał.
-Na korytarzu. Jesteśmy tu wszyscy, nawet Amy. - wyszeptał szatyn. Liam chciał się podnieść trochę do góry, by było mu lżej rozmawiać, ale ból w okolicy podbrzusza przeszkodził mu. Westchnął ciężko.
-Co z Alex?! - wykrzyknął z całych sił. Louis zmarszczył brwi.
-Jakby to powiedzieć... -zawahał się.
-Ona musi żyć. - wyszeptał przerażony chłopak.
-Alex żyje, ale jest w śpiączce i nie wiadomo czy z tego wyjdzie. - powiedział zasmuconym trochę głosem.
-A co z dzieckiem.
-Ciąża jest zagrożona, ale lekarze robią wszystko było pod kontrolą. Z tego co wiem od Hazzy to jeśli będzie szło coś nie tak to Alex będzie miała cesarkę czego wtedy może nie przeżyć po takim wysiłku.
-Cholera same złe nowiny przynosicie. - mruknął Liam. - Ważne że żyją. 

Nagle do pomieszczenia weszli policjanci.
-Możemy? - zapytał funkcjonariusz. Za nim stał dotąd niezauważony lekarz. 
-Proszę. - powiedział Liam, a Louis opuścił salę. 
-Panie Payne w związku z wydarzeniami co miały miejsce wczoraj chcemy zapytać czy widział pan napastnika. Kto strzelał ilu ich było? - zapytał drugi mężczyzna.
-Byłą tylko jedna osoba. Nazywa się Jason Treatry. - powiedział i zmarszczył nos. 
-Zna go pan? - zapytał znów.
-To były mojej narzeczony. Nie raz próbował ją zgwałcić, porwać i inne cudostwa, ale zawsze Alex wychodziła z tego cała i zdrowa, ale teraz tak się nie stało. - powiedział chłopak i rozpłakał się.
-Proszę nie męczyć pacjenta. - rzekł wreszcie lekarz i wyprowadził funkcjonariuszy. Do pomieszczenia teraz wparował Louis i Zayn.
-Liam... - powiedział Malik widząc jak przyjaciel chowa twarz w dłoniach..
-To moja wina... - skomlał. - To moja wina...

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 31 - WSTĘP.

-Panie Payne proszę nie zamykać oczu! - krzyczała kobieta do w pół przytomnego bruneta.
-Alexsis. - wyszeptał.
-Nic proszę nie mówić, nie zamykać oczu. - mówiła kobieta.
-Szybko do karetki z nimi! - krzyczała.
Liam zamknął oczy a jego głowa machnęła się na boki gdy go wsadzili do karetki.

***Amy***
Przerzucałam kanały podczas gdy Lou i reszta poszli na imprezę. Ja siedziałam w domu. Nie miałam ochoty nigdzie wychodzić zwłaszcza po całej akcji. W dłoni trzymałam kubek z ciepłą herbatą i popijałam chwila gorący napój. Przeglądając kanały zostawiłam na wiadomościach.
-Z ostatniej chwili! Przed klubem *** doszło do strzelaniny. Dwie osoby ranne. Kobieta o danych Alexsis Croft jest w stanie krytycznym oraz Liam Payne znany ludziom z One Direction. Stan chłopaka jest opanowany, ale do tej pory nie wiadomo czy jego narzeczona i dziecko przeżyją.  - wyplułam natychmiastowo herbatę zalewając swoje ciuchy. Wystraszona zadzwoniłam szybko do Louis'a.
-Lou, gdzie jesteś?! W wiadomościach mówili, że Li i Alex są ranni, co się stało?
-Nie wiem tak szybko wyszli z klubu zabrałem chłopaków i popędziliśmy za nimi, ale było już po wszystkim. Jestem w drodze do szpitala, ubierz się zawiozę cię. - powiedział. Szybko narzuciłam na siebie coś normalnego i wyszłam przed dom. Akurat podjechał Louis więc wspięłam się na siedzenie pasażera i zapięłam pas. W ozach chłopaka dostrzegłam łzy.
-Loui nie płacz. Będzie dobrze. - wyszeptałam i przytuliłam go.On tylko odetchnął i pojechał prostą drogą do szpitala

***Harry-szpital***
-Doktorze co z nimi? - zapytałem w pośpiechu.
-Stan pani Croft jest bardzo ciężki, ale wyjdzie z tego ale ciąża jest zagrożona.Natomiast pan Payne już jutro powinien się wybudzić. Przeszła ich ciężka operacja jak wyjmowaliśmy kule.  - spisał coś na karcie. - Przepraszam spieszę się na oddział.
-A czy można ich odwiedzić?
-Tak ale nie długo. Naprawdę przepraszam. - powiedział lekarz.
-Naturalnie. - powiedziałem i zmarszczyłem brwi.
Usiadłem obok Zayn'a i reszty i nerwowo pomyślałem: "Co teraz będzie?"

***
 So sorry że krótki, ale tak musiało to wyglądać, bo to wstęp do drugiej części :)
Komentujcie szkraby ;*

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 30 + EPILOG

-Princessa wstawaj. - zamruczał Liam nad moim uchem i przegryzł jego płatek.
-Jeszcze 5 minut, kotku. - wymruczałam i przekręciłam się na drugi bok.
-Nie ma spania dłużej niż ja. Wstawaj misiek jest 21. - szepnął i dotknął mojego ramienia.
-Już?! - źrenice moje rozszerzyły się, a głowa podniosła i siedziałam w pozycji siedzącej. Brunet parsknął śmiechem. - Gdzie wszyscy?
-Poszli niedawno na imprezę. Zaraz do nich dołączymy, bo Louis napisał że mają niespodziankę. - stwierdził.
-Ach Lou. Ten powalony pasiasty idiota? - zapytałam nie oczekując odpowiedzi.
-Aha.
-TO mam się spodziewać czego bardzo erotycznego czy mniej? - znów zapytałam.
-A ja wiem?
-No nie wiem, ale znając tego szaleńca i jeszcze Hazzę to nigdy nic nie wiadomo. - posłałam mu zawadiackie spojrzenie z uśmiechem i niechętnie wyszłam z wyrka. Payne zlustrował mnie wzrokiem gdy zaczęłam manewrować po pokoju w jego szortach i bluzce. Zaczynałam nosić jego ciuchy, gdy moje nie zakrywały praktycznie zaokrąglonego już brzucha.
-Mówiłem ci kiedyś że w moich ubraniach wyglądasz bardziej seksownie? - zapytał uwodzicielsko.
-Hmmm z tysiąc razy na pewno. - stwierdziłam, a palec przyłożyłam do kącika ust w zamyśleniu.

***
- No i co ja mam się ubrać? - zapytałam Liam'a który był już ubrany do wyjścia. Miał na sobie białą koszulkę z nadrukiem i czarne rurki, oraz białe conversy, a ja stałam na środku sypialni pół naga i nie wiedziałam co założyć.
-Dla mnie równie dobrze możesz iść w tym. - zlustrował mnie wzrokiem. Spoglądnął na moją czarną, koronkową bieliznę i zagwizdał.
-Zboczuh. - stwierdziłam i rzuciłam w niego poduszką.Gdy białe pierze uderzyło go w twarz to podniósł je z podłogi i znów rzucił na łóżko.
-Ale ja mówiłem poważnie. - jęknął.
-Tak serio,serio? Nie żartuj. - mruknęłam i puściłam do niego oczko. Odwróciłam się tyłem, by znów zacząć grzebać w szafie. Brunet niespodziewanie podszedł do mnie, a jego ciepły oddech pochłonął mój nagi kark. Jego dłoń klasnęła w jeden pośladek.
-Panie Liam'ie James'ie Payne! TY cholerny zboczuhu pierwszej kategorii!Chłopcy będą cię dziś z podłogi zbierać jak mi nie pomożesz. - krzyknęłam pod wpływem impulsu. Brunet mruczał coś pod nosem, ale zaśmiał się i podszedł do szafy pewnym krokiem i wyjął z niej szeroką, ale zajebistą białą sukienkę od kolan.
-Zapomniałaś, że dał ci ją Lou gdy ci się oświadczyłem, a wcześniej dowiedzieli się, że jesteś w ciąży? Czas to wykorzystać. Zakładaj. - polecił. gdy kreacja już leżała na mnie jak ulał a jednocześnie zakrywała mój brzuch, Payne zapiął zameczek z tyłu i byliśmy gotowi.
-Buty moja panno. - napomniał. Westchnęłam i szybko założyłam białe szpilki. Chwyciłam go pod ramię i wyszliśmy z domu podążając ku klubowi.

***
Tłum spoconych i nawalonych ludzi tańczących w rytm muzyki obrzydzało mnie gdy czułam zapachy mieszanego alkoholu. W całym tym tłumie zgubiłam gdzieś Liam'a i całą resztę. Niepewnie przechodziłam przez niewielkie szparki szukając ukochanego. Na próżne. Gdy nagle czyjaś męska i silna dłoń zacisnęła uścisk na moim nadgarstku i pociągnęła mnie ku sobie.
-Zostaw mnie! - krzyczałam do nieznanej mi osoby. Nie był to Payne tylko jakiś niższy od niego szczeniak, który nieźle był nawalony i bił od niego odór wódki i piwa.  Niestety moje wrzaski zostały niedosłyszane podczas gdy ostra i głośna muzyka waliła z głośników
-Chodź mała zabawimy się. - żachnął.
-Mała to może być twoja pała.Spierdalaj! - wydarłam się nieco głośniej. Ten zaśmiał się szyderczo.
-Ostra..Lubie takie. - stwierdził i zaczął ciągnąć mnie w kierunku schodów.
-Liam!!! - krzyknęłam z całych sił. Nie pojawił się.
-Zamknij się! - warknął chłopak.
-Liam! - krzyknęłam po raz ostatni.


***
-Zostaw ją. - usłyszałam ostry głos bruneta. -Alex chodź do mnie.
Spróbowałam się wyrwać, ale uścisk anie trochę zelżał. Zaczęłam się szarpać z chłopakiem.Payne podszedł do owego mężczyzny, a dłonie zacisnął w pięść. Wkrótce chłopak dostał strzała w policzek, a z nosa poleciała krew. Zachwiał się, ale nie puścił mnie. Liam walnął jeszcze raz. Facet poleciał na podłogę, a Li zaczął go okładać, że ten ledwo co nabierał tchu.
-Liam zostaw go już, proszę. - dotknęłam mojego ramienia. O dziwo, posłuchał. Chwycił moją dłoń i wyszedł ze mną z klubu.
-A co z resztą?
-Dadzą radę. - mruknął.
-Liam, spójrz! - odwróciłam się i palcem pokazałam na postać wychodzącą z klubu. Tą twarz znałam równie dobrze. Jason.
-Czego ty chcesz? - warknął Liam. Potarłam dłonią jego nadgarstek. Wyczułam na nim zakrzepniętą krew od ciosów. Chłopak zbliżył się.
-Ona jest moja, pamiętasz? -rzucił. Wtedy dłonią potarłam kark, gdzie miałam bliznę po tamtejszym wieczorze. Gdy jego kumple trzymali mnie, a on nożem wyrywał mi napis"Jesteś moja".
-Nie ta liga, Jason. - stwierdziłam. Szatyn schował rękę do kieszeni, a po chwili wyjął z pistoletem o kalibrze 45. Liam osłonił mnie swoim ciałem, gdy Jason miał pociągnąć za spust.
-Liam, nie!- w tym momencie wyskoczyłam przed niego.
Padł strzał.
A moja dłoń sięgnęła do góry, potem opadła tak jak reszta mojego ciała. Szpilki po raz ostatni zadudniły o asfalt, gdy pozostałam w bezruchu.
- Zapłacisz mi za to. - warknął Payne i zbliżył się od mężczyzny.
Kolejny strzał...
Jego ciało również zaznało dna, a sprawca zniknął.
Jak duch...
Dwa naboje nas dwoje, to koniec...


****
Ta dam!
Niedługo pojawi się kolejny rozdział drugiej zapowiedzi "LOVE FOREVER FUCKING HURTS"

sobota, 27 lipca 2013

Rozdział 29

-Liam? -zapytałam niepewnie bruneta.
-Tak? - odpowiedział od razu.
-Gdybyś wiedział, że na przykład ktoś mi grozi, albo dziecku..Co byś zrobił? - zapytałam podchwytliwie.
-Dowiedziałbym się kto to i ochronił Cię. - wyszeptał i wziął kosmyk moich włosów i umieścił je za uchem.Wiedziałam,że z nim jestem bezpieczna.Ale jak może dowiedzieć się o kimś coś co jest nie realne. No bo ja sama nie wiem kim jest ta osoba..Podejrzewałam Jason'a, ale przecież on zabrał się wcześniej z gór i nie wiedział co ja i Liam robiliśmy później. Teraz to "coś" się odezwało.
-Gdzie idziemy moja Princesso? - zapytał uwodzicielsko chłopak spoglądając na mnie swoimi pięknymi brązowymi tęczówkami na mnie.
-Zaskocz mnie. - uśmiechnęłam się.
Chłopak teraz również się uśmiechnął i przyśpieszył kroku. Nagle puścił moją dłoń i podszedł do mnie od tyłu i zasłonił mi oczy.
-Ej no Liam. Nie żartuj! - warknęłam ze śmiechem.
-Czy ja wyglądam jakbym żartował? - zapytał.
-A skąd mam wiedzieć skoro cię nie widzę? - powiedziałam z sarkazmem.
-Ach no tak. Przepraszam. Ale ja nie żartuję. Przysięgam. - rzucił nieco ciszej.


***

-Jak tu pięknie. - wyszeptałam gdy brunet odsłonił mi oczy.Widziałam piękny strumyczek, którego woda cicho hałasowała. Księżyc wznosił się coraz wyżej między gałęziami drzew i połyskiwał w odblasku wody. Na dużej skale była umieszczona czerwona róża.
-Zaplanowałeś to. - szepnęłam patrząc w oczy Liam'a.
-Oczywiście. Zasługujesz na wszystko co najlepsze. - odpowiedział i złożył na moich wargach skromny pocałunek.
-Jesteś taki romantyczny. - powiedziałam nieco głośniej.
-Wiem.
-A gdzie te twoje "I za to mnie kochasz"? - uniosłam znacząco jedną brew i uśmiechnęłam się.
-Bo ty to już wiesz. Teraz będę cię zaskakiwał. - powiedział robiąc delikatny dzióbek. Wiedziałam, że chce całusa więc dałam mu soczysty pocałunek najpierw w policzek potem w usta.
-Kocham Cię. - wyszeptałam.
-Nie kochasz mnie w połowie tak bardzo jak Ja Ciebie. - znów dał mi całusa i przysiadliśmy na skałce obok strumyka. Jedną dłonią dotykałam Liam'a, a drugą bawiłam się jak dziecko wodą. Zataczałam palcami kółka po tafli, aż usłyszałam szmer.
-Payne co ty odwalasz? - zapytałam chłopaka który był bez koszulki.
-Chętna na kąpiel? - zapytał zawadiacko.
-Liam Niee! - krzyknęłam, ale on był szybszy i wziął mnie na ręce pędząc do strumyka. Całe moje ciuchy był mokre, a on nic sobie z tego nie robił. Szczerzył się jak nie wiadomo kto i udawał że nic się nie stało. Jednak nie wyszłam z wody. Umiałam pływać doskonale, ale on o tym nie wiedział więc zaczęłam udawać, że się topię. Szybko ruszył na ratunek, a gdy wyciągnął mnie na powietrze ja zaczęłam się durnowato śmiać.
-Jesteś szalona wiesz? - zapytał przerażonym głosem.
-Wiem. I za to mnie kochasz. - powiedziałam i ręce owinęłam w okół jego szyi.Nasze wargi znów stały się jednością...
-Czyżbyś mnie naśladowała? - zapytał zawadiacko i zmrużył śmieszne oczy.
-Być może. - również zwęziłam oczy do granic takich jak on i zaraz wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem. Liam objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Głowę opierałam o jego tors, a dłonie położyłam na jego dłoniach i oboje wpatrywaliśmy się w księżyc jednocześnie wsłuchując się w cichy szum morskiej wody.
-Skarbie? - zapytał mnie nagle.
-Tak?
-Co ty na to byśmy poszli jutro na zakupy by przygotować ślub? Wzięlibyśmy chłopaków, Amy jak będzie czuła się na siłach i udamy się do Miami na miesiąc miodowy? 
-Wspaniały pomysł. - przytaknęłam. Dostałam gęsiej skórki, co nie uległo uwadze chłopaka.
-Jezusie jesteś cała zimna. Czemu nie mówiłaś, że marzniesz? - zaczął panikować
-Nie chciałam psuć wspaniałego momentu. - odbąknęłam.
-Twoje zdrowie jest dla mnie ważniejsze. (Awww jaki on słodki ^_^) Chwycił swoją skórzaną kurtkę i narzucił na moje ramiona. Wkrótce opuściliśmy cudowne miejsce i zaczęliśmy zaraz spacerować brzegiem wzdłuż plaży kierując się do domu. Piach wpadał do moich baletek przez co niewygodnie mi się szło, więc wkrótce ściągnęłam buty i niosłam je w dłoniach. 
-Ciągle mnie zaskakujesz. - powiedział Liam i parsknął śmiechem.
-To chyba dobrze, nie? - rzuciłam z uśmiechem.
-Może... - powiedział zadziornie i objął mnie ramieniem. W ciszy omijaliśmy ludzi którzy chodzili molem. Dotarliśmy zmęczeni do domu. Gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania to rzuciłam buty na podłogę, w kąt a potem rzuciłam się na łóżko nie mając ni chęci by się przebrać.Liam zresztą też, bo zaraz znalazł się koło mnie i szczerzył się od ucha do ucha. Przytuliłam się do niego. Był taki rozgrzany, że ciepło biło od niego takim żarem że zasnęłam. Pamiętam jak jeszcze nucił mi jakąś piosenkę, którą zaśpiewał razem z zespołem.I było to chyba Gotta Be You, ponieważ jeden wers brzmiał tak: "Nie bój się, nigdzie nie odejdę." To było piękne. Nie chciałam by odchodził...

niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 28

To wszystko potwornie bolało. Kocham go, ale nie mogę mu powiedzieć prawdy. Czemu? Bo być może ten psychopata za wypaplanie wszystkiego znów zaplanuje coś gorszego z czego być może nie wyjdę? Nie obawiałam się o siebie. Wiele przeszłam, a dziecko nie jest niczemu winne.
-Kocham cię Alexsis. - wyszeptał do mojego ucha Payne.
-Wiem.Ja Ciebie też. - powiedziałam bardziej uśmiechnięta. Jedna z życiowym ról, które odgrywałam teraz była taka, że miałam na ustach uśmiech, a w sercu ból.  Odkleiłam się od torsu chłopaka i wyszłam z pokoju zmierzając na dól po schodach.Zgłodniałam, więc postanowiłam coś upichcić dla wszystkich. Postanowiłam, że zrobię gofry. Najpierw zmiksowałam składniki, a teraz czekałam aż gofrownica nagrzeje się, bym mogła już lać ciasto. Wzięłam specjalistyczną łyżkę i zaczęłam piec. Po jakimś czasie upiekłam wszystkie gofry i na wierz dałam bitą śmietankę, a na niej wisienkę. Wszystko wyglądało apetycznie. Zawołałam Liam'a by przyszedł i zjadł coś. Posłusznie zjawił się w kuchni. Dałam mu na talerzyk dwa gofry i zaraz przysiadłam obok niego. Zjedliśmy w spokoju. Położyłam dłoń na brzuchu i poczułam kopnięcie?
-Liam zobacz maleństwo kopie! - krzyknęłam w stronę bruneta. Uśmiechnął się szaleńczo i również dłonią dotknął lekko zaokrąglonego brzucha. Jeszcze bardziej się wyszczerzył gdy sam poczuł kopnięcie.
-Jakby grało w piłkę. - stwierdził.
-A to dopiero początek. - odpowiedziałam z półuśmiechem. Znów usłyszałam dzwonek, który zwiastował sms'a. W środku byłam przerażona na max'a, ale na zewnątrz nie dałam po sobie tego poznać. Wstałam od stołu i z blatu chwyciłam komórkę.















Najbardziej przerażało mnie to skąd on to wszystko wie. Wie co robimy, o czym rozmawiamy a nawet myślimy! To było czasami krepujące. Nic nie mogłam zrobić. Cokolwiek by działo się na około to on i tak wszystko wiedział.
***
-Kto to? - zapytał po namyśle Payne.
-Louis. - wybąkałam.
-Coś z Amy? - zapytał ponownie.
-Dochodzi to siebie. - wymusiłam z siebie uśmiech.
-To dobrze. -stwierdził i podszedł do mnie. Znów wtuliłam się w jego tors.A ten połączył nasze wargi w namiętnym pocałunku..
-Cholera jaki z ciebie romantyk. - powiedziałam gdy przestaliśmy.
-Za to mnie kochasz. - odpowiedział zawadiacko, a ja dałam mu delikatnego całusa w policzek.
-Ja kocham cię za wszystko idioto. - powiedziałam i tym razem dałam mu całusa w policzek.
-Idziemy na spacer? - zapytał Liam.
-Z chęcią tylko się ubiorę. - szepnęłam i pobiegłam na górę. Ubrałam się w to.
-Ślicznie wyglądasz. - powiedział Payne spoglądając na mnie gdy schodziłam po schodach.
-Dziękuję. - wyszeptałam ledwo dosłyszalnie i chwyciłam jego dłoń. Nasze palce splotły się.



•••
Noo wreszcie się uruchomiłam i postanowiłam napisać ten rozdział.
Dajcie mi wiele komentarzy bym widziała sens pisania, bo to wszystko dla was! ;**

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 27

-Ale ja nie jestem księżniczką tylko Alex. - uśmiechnęłam się.
-Dla mnie jesteś księżniczką Alex i nie waż się zaprzeczać. - Liam uśmiechnął się i posadził mnie na wykuszowym oknie.
-A co będzie jeśli zaprzeczę? - zapytałam bruneta.
-Wtedy będzie kara. - powiedział zawadiacko spoglądając na mnie.
-Wiec zaprzeczam! - krzyknęłam i wyszczerzyłam się. - Teraz kara.

Chłopak odszedł do mnie i przytulił, a zaraz potem zaczął składać mi czułe pocałunki.
-Taka kara to mi pasuje. - wyszeptałam w przerwie. Gdy tym razem ja złożyłam pocałunek, chłopak uśmiechnął się, a wkrótce rozległo się ciche pukanie, a do pomieszczenia wparował Loui.
-Nie chciałem wam przeszkadzać. - powiedział zawadiacko
-Owszem chciałeś. - wymamrotałam.
-Ja? Skądże znowu. - rzucił.
-Louis. - wypowiedziałam głośniej jego imię.
-Dobra dobra jestem ciekaw jak wy się pierdolicie. - wypalił.
-Sam się pierdol! - krzyknęłam
-Nie mam z kim. - zrobił udawaną sztuczną minę która ukazywała smutek
-Możesz z plakatem, albo Amy. - wstawiłam język.
-Druga opcja bardziej mi pasuje. - wyszczerzył się.
-No to na co czekasz? Leć! - ponagliłam go. Lamy is a real! - krzyknęłam. Fakt dziwnie zabrzmiało ale może dlatego, że wymyśliłam ten team na poczekaniu. Zapomnijcie. Pomachałam koledze na pożegnanie i zaraz po tym jak chłopak zamknął drzwi przekręcając gałkę rzuciłam mu się na szyję. Nogi oplotłam wokół jego bioder, a on tylko mi składał czułe pocałunki wkrótce wylądowaliśmy na łóżku. Dłońmi błądziłam bo jego torsie, a on po moim brzuchu. Dziecko miało zaledwie 4 miesiące, ale po mnie widać było, że jestem w ciąży. Brzuch zaczął rosnąć i zaokrąglać się.
-Wiesz co byłoby mi cię strasznie żal gdybyś stworzył arcydzieło – wskazałam a brzuch. - I wyrzekł się autorstwa.

-Alex kocham Cię i nie mógłbym czegoś takiego zrobić. Tobie, Nam, dziecku. - wymieniał. Poczułam na sobie jego oddech, który był nierówny, od tych naszych pocałunków. Moje serce biło szybciej, a zaczęło walić mi młotem kiedy dostałam kolejnego sms'a od tajemniczego numeru.  


 Moje oczy zaszkliły się. Co ja takiego zrobiłam. Cóz najwyraźniej ktoś chce mi zepsuć życie. A po wszystkich wydarzeniach to "A" mógłby być każdy. Ale moje podejrzenia podały na Jason'a i na Danielle.
A czemu na nią? Groziła mi również po tym co Liam jej powiedział. Czuła się zdradzona i pragnie zemsty.Jason natomiast czemu miałby to robić? Zostawiłam go. Kochałam Liam'a. Wyrył na moim karku już napis którego być może isę nie pozbędę, ale dał jasno do zrozumienia,że jestem jego. Odrzuciłam od siebie zbędne myśli i odrzuciłam telefon na bok by ukryć zdenerwowanie.
-Kto to był? - zapytał mnie Liam.
-Niall pytał się czy skoczymy do Nando's. - skłamałam.
-A sam nie może? - wyrzucił.
-Może. Właśnie mu odpisałam. Pójdzie sam. - kolejne kłamstwo. Liam podszedł do mnie i przytulił.Ja zaczęłam płakać. Musiałam go okłamywać...

Szablon by S1K