sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 38

Wychodząc z domu, kurczowo trzymałam się Liam'a. Ciągle mam jakieś cholerne przeczucie,że stanie się coś złego, że coś się wydarzy...coś co nie powinno. Bałam się o dziecko. Cholernie się o nie bałam. Przechodząc obok krzaków i zmierzając w stronę pubu usłyszałam szelest. Szybko spojrzałam w tamtą stronę i nikogo nie było, a potem głucha cisza. Przeszedł mnie zimny dreszcz. Przywarłam bliżej do ciała chłopaka, a jemu nie umknęło moje dziwne zachowanie.
-Ej Alex, co jest? - zapytał i zatrzymał się tuż przede mną. Spuściłam wzrok.
-Nic, chodźmy już. - skłamałam.
-Alex...widzę. Znam Cię, jesteś moja żoną, matką mojego dziecka,wiem że coś się trapi. Co się dzieje?
-Nic. Tylko mam dziwne uczucie jakby ktoś nas śledził, albo że stanie się coś strasznego...Chodźmy już. Proszę. - jęknęłam.
-To może wrócimy do domu? - zapytał z troską.
-Nie Liam. Niedawno wzięliśmy ślub, przyda nam się trochę zabawy, nie będziemy z niej rezygnować, bo ja mam jakieś przeczucia. Idziemy, czy będziemy tak stać?
-No dobrze. - uległ wreszcie. Ostatni raz zerknęłam jeszcze w miejsce, gdzie słyszałam te hałasy, nic nie zauważyłam więc tylko przelotnie wzruszyłam ramionami i trzymając się Liam'a szliśmy dalej.

***
-Liam! - krzyczałam imię ukochanego, przedzierając  się przez tłumy pijanych ludzi. Jak ja nienawidziłam takich ogromnych imprez. Łatwo się zgubić i nie wiadomo co jeszcze.
-LIAM! - krzyknęłam z całych sił. Zaczęłam łapać kolejne szybkie wdechy, gdy skurcz który mnie złapał nasilał się.  - Nie,nie nie mogę urodzić.Za wcześnie. Nie, tutaj,nie teraz.Kurwa! - krzyczałam nieco ciszej na samą siebie.Wtedy przed oczami mignęła mi sylwetka Styles'a i Malik'a.
-ZAYN,HARRY! - krzyknęłam w tamtą stronę. Chłopcy zatrzymali się i rozejrzeli po tłumie, do kogo mogą należeć te krzyki. Stanęłam na sekundę na palcach, by mnie dostrzegli.
-Co się dzieje? Alex?! - powiedział zdenerwowany Harry gdy wyłapał mnie wzrokiem po sali i już stał przede mną wraz z Zayn'em.
-Nie wiem...nie wiem...Boli! Chyba się zaczyna. - krzyknęłam i złapałam loczka za dłoń powoli osłaniając się na kolanach.Chłopak nie czekał i podtrzymał mnie. Znajdź Liam'a i resztę! Wyjdę z nią na świeże powietrze i zadzwonię po karetkę. - poinstruował Harry mulata, który tylko przytaknął.

***
-Harry, boli... - jęknęłam po raz setny, gdy oczekiwaliśmy na przyjazd karetki. Wtedy zauważyłam jak spirnt'em Liam biegnie do mnie z pubu, a za nim reszta.
- I co z nią? - zapytał Liam loczka.
-Ja tu jestem kretynie! - warknęłam, a po chwili po raz kolejny krzyknęłam z bólu.
-Jak widać...- zaczął Harry.
-Gdzie ta cholerna, popieprzona karetka! - krzyknęłam ze złością i usiadłam z pomocą Liam'a na jakiejś ławce, by było mi wygodniej.
-Już jest! - odkrzyknął nagle Horan i palcem wskazał jadący szybko pojazd z włączoną syreną.
Nawet nie wiem jak szybko to wszystko się działo, zaczęłam tracić świadomość. Traciłam powoli oddech.
Jedyne co pamiętam teraz, to przerażony wyraz Liam'a, gdy moje powieki stawały się coraz cięższe, a lekarze wciągali mnie na noszach do pojazdu...Potem była tylko ciemność.

Szablon by S1K